403 Forbidden


nginx

DLA CHWAŁY, NIE DLA PROSTYTUOWANIA

Na koniec — o rzeczy najcudowniejszej. Wszystko to, co już przeczytałeś, pozwoli ci znieść tak silny szok. To, że Ciało Jezusa jest zawsze żywe, znaczy: moje ciało jest wieczne! Moje ciało też zmartwychwstanie, to ciało, które teraz złączone jest z moją duszą! Ciało, które obecnie podlega wszelkim uwarunkowaniom przestrzeni i czasu, cierpieniu i starzeniu się, będzie — gdy nadejdzie czas — wychwalane przez Ducha, ciało duchowe znaczone bliznami ziemskiego bytowania (por. List do Filipian 3,21; List do Koryntian 15,44). Czyż nie nadaje to mojemu ciału nieskończonej wartości? Moja dusza i moje ciało, czyli ja — zaznają szczęścia jedynie zespolone na zawsze. Moje ciało jest tak bardzo jedyne w świecie, że jego przeznaczeniem jest dołączyć do mojej duszy. Po czasowym rozstaniu, jakie pociąga za sobą śmierć. Rozłączenie to jest przelotne, choć bolesne po tylu latach wspólnej wędrówki! Taka perspektywa dokonuje prawdziwej rewolucji w mojej postawie w stosunku do ciała. Czy można traktować je inaczej, jeśli wsiedliśmy razem do jednej łodzi, płynącej przez czas i wieczność?
„Ciała zmartwychwstanie!” Mało, za mało o tym mówimy. A to jest sprawa o podstawowym znaczeniu, źródło i cel mojej płciowości. Jeśli ciało jest wieczne, a tylko miłość jest wieczna, to mamy dowód, że jedynie Miłość przez duże „M” znajduje się na wysokości ciała. Miłość jest tym, co nie może umrzeć we mnie. To jasne. I wszystko to, co czynię z miłością, odnajdę na zawsze. Wiem teraz, że poza operacją chirurgiczną śmierci — gwałtownym rozdzieleniem duszy i dała — odnajdę moje ręce, twarz, oczy, mięśnie, ale przeistoczone, zmartwychwstałe. Te ręce, twarz i oczy, które stanowić będą wyraz mojej miłości w tym życiu. Powiedz, czy istnieje coś w równym stopniu genialnego?

TWOJE CIAŁO — „SALA NA GÓRZE” W DZIEŃ PIĘĆDZIESIĄTNICY

„Sala na górze” to pomieszczenie, w którym uczniowie Jezusa otrzymali Ducha Świętego. Czystość jest niemożliwa bez Zesłania Ducha Świętego. A Ciało Jezusa we mszy przenika całkowicie Duch Święty. Podczas komunii jestem przepełniony Duchem Świętym, otrzymuję całą energię, całą wspaniałą siłę Ducha Świętego. Wchodzi ona w moje ciało, które staje się sanktuarium Ducha Świętego.
Całe nasze ciało musi stać się ciałem celebracji. Trzeba czym prędzej przypomnieć sobie, że w liturgii (modlitwie Kościoła) są wspaniałe gesty: padanie na kolana, wznoszenie rąk, ukłony; kadzidła, świeczniki, procesje… Krótko mówiąc, to wszystko, co skłania nasze ciało do modlitwy . I nie tylko w liturgii, ale także wtedy, gdy modlimy się sami . I tak powoli modlitwa zaczyna  przenikać twoje ciało i łagodnie je przeistacza. Duch Święty pracuje nad tym, by twoje ciało stało się piękne: jesteś stworzony do piękna. Nie do piękna zmysłowego, cielesnego, do karykatury piękna. Do piękna Bożego. Piękno Boga! Ci, którzy żyją miłością Boga, stają się coraz piękniejsi.
Czy widziałeś kobiety — dziewice lub też matki dzieciom — które coraz bardziej stają się podobne do Maryi? Jest w nich słodycz, światłość, maryjna czułość macierzyńska. Albo ci mnisi. Mężczyźni poświęceni Panu, coraz bardziej podobni do Jezusa. Oni pozwolili na to, by przeniknął w nich Duch Święty.

KOCHAĆ CIAŁO BOGA, BY SZANOWAĆ CIAŁO CZŁOWIEKA…

Stawiam wszystkim — ludziom poświęconym Bogu, żyjącym w małżeństwie, narzeczonym, zakochanym, młodzieży starającej się zachować czyste serce i ciało — to samo pytanie: czy można wytrzymać bez Eucharystii? Czy poza tą niewiarygodną szkołą czysto-
List zamieszczony w La Croix (17 II 1987). ści jest rzeczą możliwą nie upaść? Tutaj męczeństwo miłości Jezusa jest obecne i tutaj się je dzieli. Czy wstrzemięźliwość nie jest pewną formą męczeństwa, normą miłości? Nic tak nie przygotowuje nas do męczeństwa jak wstrzemięźliwość. W Eucharystii wykuwa Jezus moją duszę męczennika, gotowego na przelanie krwi. W opowieściach męczenników Eucharystia zawsze zajmuje centralne miejsce. Z niej młodzi mieszkańcy Ugandy czerpią siłę do stawania oporu swemu królowi-pede- raście. Nocą wychodzą z pałacu i idą (godzina marszu) na tajną mszę w misji w Narakulongo. Wzmocnieni „Chlebem silnych miękkim w rękach ubogich”, udadzą się na stos, na którym spłoną. Są tak pełni radości, że kaci mówią: „Wydawałoby się, że idą na wesele”. To dlatego, że byli na mszy, która poprzedza Wesele w Niebie. Tak, my wszyscy możemy powiedzieć: „Chcę Ciała!” Chcę Ciała Boga! Muszę kochać Ciało Boga, by kochać ciało człowieka. Poważać Ciało Boga, by szanować ciało człowieka. A czystość warta jest tego, by umrzeć dla niej!

CAŁY ODDANY KONSEKRACJI

Są też ludzie, którzy z góry i na zawsze zrezygnowali z miłości ludzkiej, z założenia rodziny. Z powodu „zbyt wielkiej” miłości do Miłości. Kto tak oddał swoje życie Miłości, musi utrzymywać bardzo intymne stosunki z Jezusem i Jego Ciałem. Aby poświęcić się wyłącznie temu weselnemu związkowi i nim tylko żyć, nie chce znać innych związków. Mówię z własnego doświadczenia człowieka słabego w swej płciowej naturze jak każdy człowiek; nie potrafiłbym dochować wierności bez tego osobistego codziennego kontaktu z moim Jezusem. Jedynie Eucharystia (komunia i adoracja) pozwala mi wytrwać w czystości. A ksiądz cały poświęca się konsekracji. Angażuje całe życie, z ciałem włącznie. Jest człowiekiem jedynej miłości, bo jest człowiekiem Eucharystii. Tak owładnięty tajemnicą, której się poświęcił, że całe życie nie wydaje mu się wystarczające, by to wyrazić. Czyż nie musi on jakby „urodzić” Jezusa w Jego eucharystycznym Ciele, pozwolić Bogu przejawić w nim maksimum swej miłości? Powołać Go do istnienia euchaiystycznego, jak Maryja powołała Go do istnienia ludzkiego? Czyż więc podobnie jak Ona nie powinien wiedzieć, czym jest świetlane dziewictwo?

WOLAŁAM JEGO CIAŁO NIŻ INNE…

Zdarza się, że miłość do Eucharystii jest tak przemożna, że prowadzi do heroicznej rezygnacji z przeżycia innej miłości (poza małżeństwem). Czujemy się tacy mali i ubodzy wobec podobnej wielkości ducha. Poniższe świadectwo, jak i poprzednie, każe człowiekowi paść na kolana. Mając 31 lat zostałam znowu sama, bez środków finansowych, z dwojgiem dzieci (8 i 9 lat). Kartki świąteczne pozostawały bez odpowiedzi, biuletyny z życia szkoły także… Ciężko. Mąż pojawiał się tylko raz lub dwa w roku na dzień-dwa. Ale przyjmowaliśmy go jak najlepiej, dzieci nauczyły się kochać, nie osądzając. I tak mijały lata. Pragnęłam wiernie zachować obraz utraconego szczęścia. Separacja cielesna nastąpiła tak nagle, że wkrótce nadeszła świadomość nieodwracalności. I wtedy, ponieważ byłam taka bezbronna, i może dlatego, że miłość wygasła, pojawił się w moim życiu inny mężczyzna. Zaproponował małżeństwo i dostatek, był zdecydowany. Przeciwnie niż mąż, był człowiekiem wierzącym, mógł dzielić ze mną coś prawdziwego i głębokiego. Akceptował moje dzieci. Zakochałam się w nim (była to tylko namiętność, ale o tym dowiedziałam się później). Nie mieszkaliśmy razem, on ciągle był w Niemczech; ale pisywaliśmy do siebie co dwa dni. Moje listy były na przemian to radosne i pełne nadziei, to smutne i pełne wątpliwości co do naszego wspólnego życia. Dlaczego nie byłam szczęśliwa? Z powodu mojej wiary! Wierność sakramentowi małżeństwa była dla mnie czymś niewzruszonym, nie mogłam jej porzucić bez wewnętrznego rozdarcia. Ale kiedy indziej myślałam, że jeszcze gorsze będzie porzucić tę miłość. Walka z sobą zajęła mi wiele miesiecy. Był to okres bardzo trudny dla mnie; w końcu podjęłam decyzję. Znałam stanowisko Kościoła w sprawach małżeństwa: jeśli wyjdę za mąż, nie będę mogła przystępować do komunii. Ale życie bez Jezusa było dla mnie niemożliwe. Dla mnie Jezus był żywą Osobą, stale przy mnie obecną; potrzebowałam pokarmu Jego Ciała i Krwi. Nagle zrozumiałam, że to święte Ciało jest najważniejsze w moim życiu. Ono jedynie mogło przechylić szalę, jeśli chodzi o moją decyzję.

Z MOJEGO KOŚCIOŁA, JAK Z MOJEGO KRAJU

Nigdy tak nie odczuwałem wartości Eucharystii jak odkąd jestem jej pozbawiony, wyłączony z niej — to właściwe słowo. Zresztą rozumiem stanowisko Kościoła. Dziś nie mam o nic pretensji. Wyrażam jedynie swój ból… Nie osądzam mojej Matki, Kościoła katolickiego. Znam moje miejsce, miejsce biedaka, żebraka. Z początku wolałem chować się za filarem, skąd chłonąłem intensywnie mszę, zwłaszcza podczas podniesienia. Ogrom tajemnicy przenikał mnie, wstrząsał moją duszą; nie powinienem o tym mówić w czasie przeszłym, bo dziś jest tak samo, a nawet czuję to jeszcze silniej. Jedna z moich następnych powieści będzie o Eucharystii, zatytułuję ją chyba Sale na górze. Będzie owocem tej długiej abstynencji eucharystycznej, która uczyniła we mnie jakąś pustkę unoszącą mnie ku wierze w prawdziwą Obecność.
A skądinąd jest wiele sposobów przyjmowania komunii, nawet dla rozwiedzionego, który ożenił się powtórnie — jeśli Bóg pozwoli. Jest to komunia „duchowa”: modląc się z całej duszy w chwili, gdy ktoś inny przyjmuje Chleb Życia: „Ojcze, spraw, żeby on (lub ona) przyjął (przyjęła) Cię tak, jak ja chciałbym Cię przyjąć…” Zresztą dzisiaj rozwiedzeni, którzy żyją w następnym związku, nie czują się już całkowicie wyłączeni z Kościoła. Wymaga się od nas w jeszcze większym stopniu życia w miłości, całkowitego jej zawierzenia, o ile to możliwe. Ale to nie zmniejsza naszego głodu, który chwyta nas jak w kleszcze podczas każdej mszy. Z pewnością umrę, nie przyj ąwszy więcej Eucharystii. W każdym razie nie będę się starał uczynić tego „nielegalnie”. Ale cierpienie nie idzie na marne, jeśli przeżywamy dane nam sytuacje w prawdzie. Jestem z mojego Kościoła, jak i z mojego kraju (Fernand Lequenne, sędzia śledczy — wywiad w piśmie France Catholique).

MOJE SERCE PRZYJMUJE GO, GDY NIE MOGĄ WARGI

Eucharystia nie jest symbolem, lecz realnością związku — którego nic nie może rozłączyć — pomiędzy: z jednej strony, Bogiem a ludzkością (bo Jezus jest jednocześnie w pełni człowiekiem i w pełni Bogiem); z drugiej strony, Jezusem a Jego Kościołem (któremu całkowicie przekazał swoje Ciało, swoją Obecność). A więc ci, którzy złamali przymierze małżeńskie i żyją w nowym związku
ludzie, którzy rozwiedli się i nie wzięli potem ślubu kościelnego — nie mogą przyjmować komunii, to jest logiczne: komunia została zerwana. Ale trzeba stanowczo oświadczyć: nic nie przeszkadza im żyć życiem dzieci Bożych, przeżywać Ewangelię, promieniować błogosławieństwami Jezusa, oddać się na służbę Królestwa. I to w Kościele. W tej mierze, w jakiej żyją życiem ludzi ochrzczonych w Miłości. Zbyt mało mówi się o tym, że oni mogą żyć intensywnym życiem eucharystycznym. Mogą i powinni adorować Ciało Chrystusa. Tym goręcej, że nie mogą przyjmować komunii. Muszą i powinni czynić to duchowo, to znaczy intensywnie w swym sercu pragnąc Ciała Jezusa. Wszystkie owoce komunii mogą pojawić się wtedy w ich duszy. Ta „komunia pragnienia” winna być udziałem wszystkich, którzy nie mogą przyjmować komunii fizycznie: chorych, więźniów, chrześcijan w krajach prześladowań za wiarę lub w krajach, gdzie brak księży. Ci ludzie mogą żyć w intymności eucharystycznej z Chrystusem, czasem większej niż w wypadku ludzi przyjmujących komunię materialnie, ale machinalnie, rutynowo. Wszystko zależy od miłości. Oddajmy głos zakochanemu w Bogu, który z tej niezmiernie bolesnej sytuacji uczynił nie drogę krzyżową, lecz żywą mszę, gdzie wszystko ofiaruje się w miłości.

„CIEŃ OSŁANIAJĄCY MAŁŻONKÓW”

Jeżeli miłość jest najbardziej ryzykowną przygodą, to Eucharystia jest wspaniałym codziennym do niej przygotowaniem. W Eucharystii miłość widzi, czego należy szukać w małżeństwie: poprzez nią Jezus bierze na siebie uleczenie cię z twojej przeszłości, chce ci ofiarować teraźniejszość i przyszłość. Eucharystia uczy odpowiedzialności za drugiego człowieka i jego przyszłość. Uczy odkrywać go w aspekcie jego trwania. Uczy pomagać mu stawać się sobą. Wspaniałość związku małżeńskiego przeistoczonego przez weselną komunię Eucharystii. Czy małżonkowie, którzy razem przyjmują komunię w prawdzie, mogą nie być razem w miłości? Nigdzie tak jak w Eucharystii nie wybucha z taką wspaniałością wierność Boga, który kocha nas nie pomimo naszych wad, ale z ich powodu! Wierność małżeńska zaczerpnie w niej zawsze świeżej młodości . Dzień po dniu Bóg na nowo oddaje się tobie. Obdarza cię absolutnym zaufaniem. Oddaje ci swoją twarz, swoje ciało, całego siebie! Wiele, bardzo wiele par małżeńskich mogłoby w tym miejscu zaświadczyć, iż Eucharystia stała się dla nich drogą ozdrowienia, gdy tylko w rodzinie pojawiły się jakieś pęknięcia. Tego wieczoru poczułam siłę łaski sakramentu małżeństwa, poczułam, jak Bóg odpowiada na nasze modlitwy… Podczas mszy czułam obok siebie milczącą i napiętą obecność mojego męża i modliłam się wręcz boleśnie za niego, za nas, tak bliskich we wzajemnej miłości, a tak dalekich, jeśli chodzi o naszą drogę do Boga. Podczas komunii, najpierw ujrzałam, że odchodzi. Gdy zobaczyłam, że wraca, by przyjąć Ciało Chrystusa, powiedział: „Posłyszałem wezwanie”. Nigdy Bóg nie odpowiedział mi w sposób tak bezpośredni.

OLŚNIENIE, KTÓRE ULECZY Z ZAŚLEPIENIA

W Kościele katolickim możemy cieszyć się tym szczęściem: możemy być blisko Ciała Jezusa o każdej porze dnia i nocy, a nie tylko podczas mszy, gdzie Ono staje się. Dzięki Ci, Boże — gdyż nie można bywać na mszy wszędzie i bez ustanku (i potrzeba do tego księdza!), no i msza nie trwa bardzo długo. A pragnąłbym przebywać długie godziny po prostu w intymnym z Nim kontakcie. Aby nam wykazać, że Jego Obecność — jak i Jego Miłość jest nieustanna, przebywa On w tym, co nazywa się tabernakulum. Jest takie miejsce w każdym kościele. A więc każdy kościół jest twoim domem. Masz prawo tam pójść, kazać sobie otworzyć drzwi, o ile są zamknięte, i adorować tam Jezusa. Co więcej, można też pokazać Ciało Jezusa na ołtarzu (fachowo się mówi: wystawienie Najświętszego Sakramentu). Wystawia się wtedy człowiek na uzdrawiające promienie Ciała-Słońca. To lepsze niż wszelkie terapie. Zanim Go przyjmiesz, On pragnie, byś Go zobaczył. Spojrzenie jest oknem serca. Jezus wie, co mówi: „Jeśli twój wzrok jest czysty, całe twoje ciało jest w światłości!” Mówiłem już o konieczności ascezy dla oczu, tam gdzie cielesna nagość gwałci umysł jeszcze przed gwałtem cielesnym. Ale po prostu powstrzymywanie się od patrzenia jest niemożliwe, gdy w zasięgu wzroku nie ma nic innego. Istnieje za to piękno przeczystych twarzy, wspaniałość stworzenia, oblicza świętych na fotografiach, przepiękne ikony. Ale ponad wszystko istnieje Oblicze samego Jezusa, tam gdzie On jest najpiękniejszy, bo najuboższy, najsłodszy, najpokorniejszy, a więc nam najbliższy — w Hostii. Musisz zobaczyć Jego Ciało, aby ujrzeć, czym ciało naprawdę jest. Ostatecznie masz tylko jeden wzrok. Czy wzrok, który kierujesz na Ciało Boga, może być inny od tego, jaki kierujesz na ciało własne i innych ludzi?

CHCĘ CIAŁA! (CIAŁO-PRZEDMIOT)

Czyż to nie Ciało Jezusa przywróciło tożsamość Marii Magdaleny, której własne ciało stało się tabernakulum zgwałconym? Widząc Ciało na krzyżu, zrozumiała, że oto patrzy na szczyt miłości, i że nie będzie już mogła opuścić Jezusa ani szukać miłości gdzie indziej. Czy nie dlatego niektóre kobiety zmuszane do prostytucji Eucharystia przyciąga w jakiś tajemniczy sposób? Znam w pewnym dużym mieście we Francji wspólnotę zakonną — w centrum dzielnicy kupczenia ciałem ludzkim. Wstrząsające jest modlić się tam. Rozdawać Ciało Boga w miejscu, gdzie ciało dzieci Bożych sprzedawane jest i kupowane. Jedna z przyjaciółek sióstr zakonnych tkwi na chodniku, stojąc w ten sposób, by widzieć lampkę zapaloną za firanką w oknie. „Myślę, że Jezus tam jest — mówi. I że kocha mnie pomimo wszystko. Dlatego nie poddaję się rozpaczy”. Czy przeczuła, że Jezus w Eucharystii jakby stanął po stronie tych wszystkich, których traktuje się jak przedmiot? On ofiaruje się pod postacią przedmiotu, rzeczy. I wielu ludzi traktuje hostię jak przedmiot, jak rzecz, a nie Osobę (wystarczy popatrzeć, jak przystępują do komunii niektórzy ludzie!) Bywa znacznie gorzej: hostia święta bywa wykradana na potrzeby kultów erotycznych lub satanicznych, czarnych mszy, dla ofiarowania szatanowi. Czy jest to coś jakościowo różnego od porywania niewinnych osób, by je przeznaczyć do okrutnego handlu seksem? Przypominam sobie noc na ulicy St. Denis w Paryżu. Przez kilka godzin we dwójkę zaczepialiśmy te, które czekały na klienta, i tych, którzy przyszli kupować ludzkie ciało. Każdego i każd zraszaliśmy osobiście do nocnego czuwania w kościele St. Leu, zagubionym wśród sex—shopów. Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu wiele osób zareagowało pozytywnie na dyskretną propozycję. Podczas gdy śpiewano piękną liturgię Zmartwychwstania Pańskiego, osoby te wchodziły i wychodziły. Niektóre tylko wstępowały na chwilę, inne zostawały dłużej, niektóre aż do końca. Gdy na końcu pokazaliśmy Ciało Chrystusa, wiele osób oniemiało. Przybyły do tej dzielnicy z zamiarem zabawienia się, a oto znalazły się w obliczu Ciała Pańskiego!